Nieznana historia Nowej Anglii nad Morzem Czarnym

Nowa Anglia kojarzy się dziś jednoznacznie z Ameryką Północną, brytyjskimi koloniami i początkami Stanów Zjednoczonych. Tymczasem mało kto wie, że kilkaset lat wcześniej podobna nazwa pojawia się w średniowiecznych źródłach europejskich i to w zupełnie innym miejscu.

Nie w Ameryce. Nie na Wyspach Brytyjskich, lecz jak sugerują źródła - nad Morzem Czarnym, w rejonie Dolnego Dunaju i Dobrudży czyli na terenach dzisiejszej północno-wschodniej Bułgarii.
Brzmi nieprawdopodobnie? Tym bardziej warto przyjrzeć się temu, co mówią same źródła.

Anglicy po 1066 roku - historyczny fakt

Punktem wyjścia jest wydarzenie doskonale znane z historii - inwazja Normanów na Anglię w 1066 roku, pod wodzą Wilhelma Zdobywcy, która zmieniła bieg historii Wysp Brytyjskich. 

Po klęsce Anglosasów pod Hastings tysiące przedstawicieli dawnej elity - możnych, wojowników i ich rodzin, zostało pozbawionych ziem i wpływów. Część z nich zdecydowała się na emigrację. Ich droga prowadziła daleko na wschód, aż do Konstantynopola, czyli legendarnego Miklagardu, jak nazywali go Wikingowie. Tam znaleźli nowy dom i nową służbę.

Źródła bizantyjskie i skandynawskie potwierdzają, że znaczna grupa Anglików dotarła do Konstantynopola w latach ok. 1070 -1090 i wstąpiła do służby cesarza Aleksego I Komnena. Nie jest to hipoteza. Ich obecność w Gwardii Waregów stanowi fakt historyczny.

Anglicy w elitarnej gwardii cesarza

Bizantyjski cesarz Aleksy I Komnen chętnie przyjmował do swojej armii obcych wojowników. W ten sposób Anglosasi trafili do słynnej Gwardii Waregów - elitarnej formacji chroniącej samego władcę.

Wbrew nazwie nie służyli w niej wyłącznie Wikingowie. Byli tam Skandynawowie, wojownicy pochodzący z Rusi Kijowskiej, a od XI wieku także Anglicy.
W nagrodę za lojalność cesarz miał przyznać im ziemie do osiedlenia się i właśnie tu zaczyna się historia, która do dziś rozpala wyobraźnię historyków.

Kronika lejdejska

Najbardziej znanym tekstem jest tzw. Kronika lejdejska (Leiden Chronicle), średniowieczny przekaz zachowany w rękopisie w Lejdzie.
To właśnie ona opisuje, że anglosascy uchodźcy:

  • przypłynęli z Konstantynopola przez Morze Czarne,
  • dotarli do niezwykle żyznej prowincji imperium,
  • otrzymali ziemię do zasiedlenia,
  • zmienili jej nazwę na Anglia, na pamiątkę utraconej ojczyzny.

Kronikarz zaznacza również, że obszar ten znajdował się „sześć dni żeglugi na północ od Konstantynopola, na początku ziem scytyjskich”.
Opis ten wyraźnie wskazuje na północne wybrzeże Morza Czarnego lub dolny Dunaj.

Islandzkie sagi

Drugim, niezależnym źródłem przekazu są islandzkie sagi, przede wszystkim saga dotycząca króla Edwarda Wyznawcy.
Co istotne, sagi nie korzystały z bizantyjskich kronik. To odrębna tradycja skandynawska, przekazywana w innym kręgu kulturowym.
Według tej relacji Anglicy:

  • opuścili Miklagard (Konstantynopol),
  • żeglowali sześć dni na północ i północny wschód,
  • dotarli do krainy wyjątkowo bogatej w lasy, ryby i urodzajne ziemie,
  • uznali ją za lepszą niż ojczyzna, którą opuścili,
  • chrzcili miasta nazwami takimi jak Londyn czy York - identyczne jak w starej Anglii.

To już nie brzmi jak przypadkowa wzmianka. To motyw bardzo trudny do uznania za przypadkowy literacki zabieg.

Badania współczesnych historyków

Najważniejsze jest jednak to, że temat ten nie funkcjonuje wyłącznie w średniowiecznych tekstach. Był on przedmiotem poważnych analiz naukowych.

Akademik Wasil Giuzelew w pracy „Średniowieczna Bułgaria i Skandynawia (IX-XV w.)” zestawił źródła bizantyjskie i skandynawskie, wskazując na realne kontakty między północą Europy a ziemiami bułgarskimi.

Profesor Wasilka Tăpkowa-Zaimowa w monumentalnym studium „Dolny Dunaj - strefa graniczna bizantyjskiego Zachodu” argumentowała, że opisywana „Anglia” znajdowała się najprawdopodobniej na terenach Dobrudży i dolnego Dunaju, a osadnicy zostali osiedleni tam celowo jako straż graniczna cesarstwa przeciw Pieczyngom i Kumanom. Anglosascy wojownicy doświadczeni, lojalni i bez własnej ojczyzny, idealnie nadawali się na strażników imperium.
To już nie legenda - to hipoteza naukowa oparta na analizie źródeł.

Co stało się z Nową Anglią?

Tego nie wiemy. Jedni historycy uważają, że osada zniknęła podczas najazdów mongolskich. Inni sądzą, że jej mieszkańcy stopniowo wtopili się w lokalną ludność jeszcze przed powstaniem Drugiego Państwa Bułgarskiego.

Ślad urywa się, ale wcześniejsze przekazy są zaskakująco spójne.

Historia, której Bułgaria wciąż nie wykorzystała

Dziś w Bułgarii mieszka około 15 tysięcy brytyjskich emerytów, a co roku kraj odwiedzają setki tysięcy turystów z Wielkiej Brytanii. Tymczasem prawie nikt nie mówi im, że ich przodkowie niemal tysiąc lat temu mogli mieszkać właśnie tutaj.
Dobrudża mogłaby stać się miejscem:

  • szlaku „Zaginionej Nowej Anglii” (Bałczik - Kawarna - Kaliakra - Szabla),
  • turystyki historycznej,
  • opowieści łączącej Bułgarię z historią całej Europy.

Bo światowa turystyka nie opiera się wyłącznie na faktach bezdyskusyjnych, lecz na dobrze udokumentowanych historiach z pogranicza nauki i legendy.
Szkocja zarabia miliardy na potworze z Loch Ness. Anglia - na legendzie króla Artura. Irlandia - na mitach celtyckich. A Bułgaria?

Ma historię, w której Anglicy zakładają Nową Anglię nad Morzem Czarnym i niemal nikt o niej nie słyszał, a ta historia w przeciwieństwie do wielu innych, ma swoje źródła.




Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz