Cudowny platan z bułgarskiego Złatolistu

Wioska ukryta wśród wzgórz

W południowo-zachodniej Bułgarii, niedaleko znanego  z leczniczego klimatu i gorących źródeł mineralnych uzdrowiska Sandanski, leży niewielka wieś Złatolist. To miejsce ciche i niemal zapomniane, dziś zamieszkane zaledwie przez kilka osób. A jednak przez cały rok, zwłaszcza latem, przyjeżdżają tu tysiące pielgrzymów i turystów z Bułgarii oraz z zagranicy. Złatolist od dawna uchodzi bowiem za jedno z najsilniejszych energetycznych miejsc w kraju.

Prorokini, która widziała sercem

Historia Złatolistu nierozerwalnie związana jest z niezwykłą kobietą, ze Świętobliwą Stojną (Stojną Dimitrową), bułgarską mistyczką, jasnowidzką i uzdrowicielką. Stojna urodziła się w 1883 roku w miejscowości Haznatar, na terenie dzisiejszej Grecji. W wieku siedmiu lat w wyniku ciężkiej choroby straciła wzrok. Według przekazów właśnie wtedy objawił się jej niezwykły dar i zaczęła mieć wizje. Twierdziła, że „widzi sercem” i słyszy głosy świętych. Potrafiła rozpoznawać choroby oraz losy ludzi, których nigdy wcześniej nie spotkała.

Przez całe życie powtarzała, że nie działa z własnej mocy i nie jest cudotwórczynią. Uważała się jedynie za „narzędzie” świętego Jerzego (św. Georgiego), który przemawia przez nią i daje jej wskazówki. Z tego też powodu, gdy po wojnach bałkańskich wraz z rodziną przeniosła się do Bułgarii, postanowiła pozostać przy cerkwi św. Jerzego w Złatoliście. Przez lata mieszkała tam w skromnej celi, żyjąc w poście i modlitwie, przyjmując chorych i pomagając potrzebującym. 

Świętobliwa Stojna zmarła w 1933 roku i została pochowana na dziedzińcu cerkwi, bardzo blisko cudownego platana. Do dziś jej grób jest miejscem pielgrzymek. Ludzie zapalają świece, zostawiają karteczki z prośbami i dziękczynieniami.
W Bułgarii uważa się ją za jedną z największych postaci duchowych XX wieku, często porównywaną do słynnej Baby Wangi, choć żyła wcześniej. Co ciekawe, według niektórych przekazów Baba Wanga miała słyszeć o Stojnie i uważać ją za swoją duchową poprzedniczkę.

Bułgarska Cerkiew prawosławna nie ogłosiła jej oficjalnie świętą, ale wśród wiernych funkcjonuje jako postać niemal święta, stąd tytuł „priepodobna” (czcigodna, świątobliwa).

Cerkiew świętego Jerzego - serce wsi

Centralnym punktem wsi jest niewielka cerkiew pod wezwaniem św. Jerzego, zbudowana w 1857 roku. Świątynia zachowała swój autentyczny wygląd i do dziś robi ogromne wrażenie. Jej wnętrze skrywa jedne z najbardziej niezwykłych malowideł sakralnych w Bułgarii. Ściany pokryte są freskami namalowanymi w 1876 roku przez zaledwie jedenastoletniego Teofila Minowa. Są one wyjątkowe i niepokojące. Na jednej ze ścian widnieje naga kobieta oraz diabeł z kuszą, na innej – diabeł zaprzęgający człowieka do wozu. Jest nawet postać świętego z głową konia. Takich scen nie ma w żadnej innej cerkwi.

Pod kopułą świątyni znajduje się marmurowa płyta, na której modliła się Świątobliwa Stojna. Do dziś wierni zdejmują buty i stają na kamieniu, wierząc, że emanuje on uzdrawiającą mocą. W jednym z pomieszczeń na piętrze zachowała się jej cela. Wchodzi się tam bez butów, a każdy odwiedzający zostawia coś po sobie dla zdrowia. Na suficie wiszą setki fotografii. Według wierzeń osoby, których zdjęcia tam zawisną, będą cieszyć się dobrym zdrowiem. Na stoliku leży księga, w której pielgrzymi zapisują swoje życzenia.

Drzewo, które spełnia życzenia

Tuż obok cerkwi rośnie prawdziwy cud natury - potężny wschodni platan, którego wiek szacuje się na ponad 1300 lat. Legenda głosi, że drzewo pamięta początki państwa bułgarskiego. Jego rozłożysta korona i masywny pień czynią z niego jeden z najstarszych i najbardziej imponujących okazów tego gatunku w Bułgarii.

Według wierzeń właśnie wokół korzeni i pnia drzewa skupia się najsilniejsza energia tego miejsca. Wielu pielgrzymów twierdzi, że wystarczy dotknąć chropowatej kory, oprzeć się plecami o pień lub nawet stanąć w cieniu drzewa, by poczuć natychmiastową ulgę, pozbyć się chorób i złych emocji. Platan stał się symbolem długowieczności, odporności i duchowej siły.

Do jego gałęzi przymocowana jest huśtawka. Zakochane pary chętnie się na niej huśtają, wierząc, że przynosi szczęście. Według innych przekazów, osoby cierpiące na bezpłodność, które usiądą na huśtawce, mogą wkrótce doczekać się potomstwa.

Pień drzewa pełen jest białych karteczek z zapisanymi prośbami o zdrowie, miłość i pomyślność. Ale karteczki nie są konieczne. Mówi się, że wystarczy stanąć plecami do pnia i wypowiedzieć w myślach swoje najskrytsze, szczere życzenie i jeśli płynie ono z czystego serca, ma dużą szansę się spełnić.
Na dziedzińcu znajduje się też studnia życzeń. Wystarczy pochylić się nad nią i wyszeptać swoje pragnienie nad „żywą wodą”.

Historie, które brzmią jak cuda

Przez lata wokół Złatolistu narosły setki historii o niezwykłych uzdrowieniach, które przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Starszy mieszkaniec wsi, dziadek Stoimen, opowiadał o bezdzietnych małżeństwach, które po nocach spędzonych w cerkwi wracały po latach, by dziękować za narodziny dzieci. O dziewczynce chorej na gruźlice,  której nie potrafili pomóc nawet w szwajcarskich klinikach, a wyleczonej przez Świętobliwą Stojnę. A także o tureckim dowódcy, który w 1912 roku chciał spalić cerkiew, lecz ostrzeżony przez Stojnę, że jego dzieci ciężko chorują, wrócił do domu, a gdy przekonał się, że mówiła prawdę, zamiast zniszczyć świątynię, wrócił z darami.

Nie brakuje historii o nagłych rozwiązaniach problemów finansowych, pomyślnych wyrokach sądowych czy niespodziewanej pomocy, która pojawiała się tuż po wizycie w tym niezwykłym miejscu. Najczęściej jednak mówi się o uzdrowieniach duszy, o wewnętrznym spokoju, który ogarnia człowieka, jakby ciężar codziennych trosk został nagle zdjęty z jego ramion.

Niezwykła energia

Złatolist nie jest typową atrakcją turystyczną. Nie ma tu tłumów ani głośnych straganów. Jest cisza, stara cerkiew, potężne drzewo i atmosfera, której trudno doświadczyć gdziekolwiek indziej.

Niezależnie od tego, czy wierzymy w cuda, czy traktujemy te historie z dystansem, jedno pozostaje pewne - Złatolist ma w sobie coś, co porusza nawet najbardziej sceptycznych. Może to siła natury. Może legenda. A może po prostu potrzeba wiary, którą każdy z nas nosi głęboko w sobie.

Jeśli kiedyś trafisz do Bułgarii, warto zboczyć z utartego szlaku i odwiedzić tę niepozorną wieś. Choćby tylko po to, by na chwilę oprzeć się o pień starego platana i sprawdzić, czy marzenia wypowiedziane w jego cieniu naprawdę się sprawdzają.

fot. Miglena Deltcheva, Plamen Marinov




Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz