Batak - największa rana Bułgarii
„Czy pamiętasz Batak?” - opowieść, która nie pozwala spać spokojnie
W południowej Bułgarii, wśród zielonych, cichych gór Rodopów, leży niewielkie miasteczko Batak. Na mapie Europy to tylko punkt, ale w historii, to jedno z najbardziej wstrząsających miejsc pamięci na naszym kontynencie.
To właśnie tutaj, wiosną 1876 roku, rozegrał się dramat, który wstrząsnął ówczesną Europą i do dziś pozostaje jedną z najciemniejszych kart XIX wieku. Dziś wracamy do tej historii, bo mija 150 lat od wybuchu Powstania Kwietniowego w Bułgarii - zrywu przeciwko panowaniu Imperium Osmańskiego, którego najbardziej przejmującym symbolem stał się Batak.
Dla Bułgarów Batak nie jest tylko miejscem ani historią. To rana w zbiorowej pamięci. Taka, jaką dla Polaków pozostawiły Sybir i Katyń.
Ostatni azyl
W centrum Bataku stoi cerkiew Św. Niedzieli. Niska, ciężka, kamienna. Niepozorna. Trzeba się schylić, by wejść do środka. Jakby w geście szacunku, albo ciężaru. A jednak mówi się, że to największa cerkiew Bułgarii. Nie przez rozmiar, lecz przez to, co w sobie mieści.
W maju 1876 roku schronienia w niej szukało około dwóch tysięcy ludzi, wierząc, że kamienne mury ich ochronią. Ale miejsce, które miało dać ocalenie, stało się ich ostatnią pułapką.
Dziś, kiedy stoisz w środku, cisza jest niemal nienaturalna. Na podłodze - czaszki. Przy ścianach - kości. To nie rekonstrukcja. To nie symbole. To są ci ludzie. Ich krew, jak mówią świadkowie, przez lata wsiąkała w kamień.
Kilka dni, które zamieniły miasto w rzeźnię
W czasie Powstania Kwietniowego Batak liczył około 6 - 7 tysięcy mieszkańców.
Po kilku dniach przy życiu pozostało około 1200. Reszta została zamordowana. Szacuje się, że zginęło ponad 5000 osób.
To nie była bitwa. To było ludobójstwo, rzeź, masakra. Słowa wydają się zbyt słabe na opisanie tej tragedii.
Do miasta wkroczyły tureckie oddziały nieregularne pod wodzą Ahmeda agi Barutanliaty. Obiecano mieszkańcom życie w zamian za oddanie broni.
Zaufali. A potem zaczęło się piekło.
Ludzi wyciągano z domów i zabijano na miejscu. Mężczyzn ścinano, jak drewno - na pieńkach. Kobiety gwałcono, a potem mordowano.
Dzieci rozbijano o ściany lub nadziewano na broń.
To była rzeź „na zimno”, systematyczna, metodyczna. Nie chodziło o zwycięstwo. Chodziło o zniszczenie.
Ogień, duszenie, rozpacz
Ci, którzy przeżyli pierwsze godziny, uciekli do cerkwi.
Zamknęli się od środka. Drzwi trzymały się tylko dlatego, że ludzie napierali na nie własnymi ciałami.
W środku zaczęło brakować powietrza. Dzieci dusiły się pierwsze.
Kiedy skończyła się woda, kobiety zaczęły kopać ziemię pod posadzką, szukając wilgoci.
Na zewnątrz napastnicy podpalali słomę i wrzucali ją do środka. Wrzucali też ule z pszczołami, by wywołać panikę.
Po trzech dniach ci, którzy jeszcze żyli, wyszli. Zostali natychmiast zabici.
Ściana imion
Dziś w muzeum w Bataku znajduje się ściana z nazwiskami ofiar. Tylko część, około jedna trzecia zamordowanych.
Reszta? Zniknęła bez śladu. Bez imienia. Bez grobu. W mieście, które kiedyś tętniło życiem, została cisza.
„Widziałem, jak ich zabijali…” - głos dziecka
Najbardziej przejmujące świadectwo zostawił Iwan Wazow - genialny pisarz bułgarski, nazywany „ojcem literatury bułgarskiej”. Opisał on rzeź w Bataku słowami dziecka, które jako jedyne z rodziny przeżyło:
„Z Bataku jestem, wujku… znasz ty Batak?
…Nie mam ojca, matki - zostałem sam.
Było nas dziewięcioro braci - ja jeden żyję.
Jeśli ci opowiem… strach cię ogarnie.
Kiedy ich zarzynali - widziałem…
Siekierami rąbali… tak, na pieńku.
Babcię pod strzechą zabili,
a krew popłynęła pod domem…
Ojciec wyszedł z siekierą -
padł od razu, od strzału.
Matkę zasiekli nożem…
dlatego jestem sierotą.”
To nie literatura. To pamięć.
Europa nie może uwierzyć
Do Bataku przyjechał amerykański dziennikarz Januarius MacGahan. To, co zobaczył, opisał bez upiększeń. Rozkładające się ciała, stosy kości, ślady po spalonych żywcem ludziach, zapach śmierci unoszący się nad miastem.
Towarzyszył mu Eugene Schuyler, który pisał o tysiącach zwłok zalegających w ruinach.
Europa była wstrząśnięta.
Głos zabrali najwięksi intelektualiści epoki - Victor Hugo, William Gladstone, Lew Tołstoj.
Ich protesty sprawiły, że sprawa bułgarska stała się międzynarodowa.
Bo Batak był czymś więcej niż lokalną tragedią.
Był oskarżeniem.
Czy pamiętamy?
Dziś Batak jest cichy, zielony, spokojny. Ale pod tą ciszą kryje się krzyk tysięcy zamordowanych.
Dlaczego mamy o tym pamiętać?
Bo Batak to nie liczby. To konkretne życia. Batak pokazuje, do czego prowadzi nienawiść, fanatyzm i dehumanizacja drugiego człowieka. Pokazuje też, jak ważna jest pamięć. Nie tylko narodowa, ale ludzka.
W 2011 roku Bułgarski Kościół Prawosławny uznał ofiary za męczenników. Ich wspomnienie obchodzone jest do dziś.
Batak to przypomnienie, że zło zaczyna się od obojętności.
Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz