Bułgar, który nie zna granic. Rekord Guinnessa
Dwa lata temu przyleciał niewielkim samolotem do Gliwic, a później pojawił się w Zabrzu, gdzie Bułgaria była krajem partnerskim targów turystycznych. Dziś o Nikołaju Kałajdżiewie znów jest głośno. Bułgarski pilot dokonał czegoś, co trudno sobie wyobrazić. W ciągu jednego dnia wystartował i wylądował 1021 razy! Teraz jego osiągnięcie zostało oficjalnie uznane przez Guinness World Records.
Ale zobaczmy jak to było. Przenieśmy się do 13 czerwca 2026 roku na lotnisko w Gornej Oriachowicy, w samym sercu Bułgarii. Nikołaj Kałajdżiew wsiada do samolotu o świcie. Przed nim niby proste zadanie. Musi wystartować, wykonać okrążenie, wylądować i natychmiast wystartować ponownie. Tylko, że potem musi zrobić to jeszcze raz i jeszcze raz ...i jeszcze. Nie dziesięć czy pięćdziesiąt razy. Plan zakłada tysiąc startów i lądowań w ciągu 15 godzin.
Kałajdżiew zaczyna o 5.30 rano. Kiedy kończy, jest 19.58. Licznik wskazuje 1021 startów i lądowań.
1021 razy ziemia - niebo - ziemia
To właśnie ta monotonia najlepiej pokazuje, jak niezwykły był to rekord.
W lotnictwie każde podejście wymaga koncentracji. Każde dotknięcie pasa musi nastąpić tam, gdzie powinno. Każdy kolejny start musi być wykonany prawidłowo. Kałajdżiew stosował manewr „touch and go”. Samolot podchodził do lądowania, koła dotykały pasa, po czym pilot ponownie zwiększał moc i wzbijał maszynę w powietrze. Następował kolejny krąg, kolejne podejście i kolejne lądowanie.
Dodatkowym utrudnieniem była wyznaczona na pasie strefa o długości zaledwie 20 metrów, w której należało wykonać przyziemienie. I tak przez ponad czternaście godzin. Cała próba musiała być dokładnie rejestrowana, ponieważ bez odpowiedniej dokumentacji nawet najbardziej spektakularny wyczyn nie zostałby później zatwierdzony jako rekord.
Ostateczny czas Kałajdżiewa wyniósł 14 godzin, 28 minut i 46 sekund. Trzy miesiące później, 17 września, przyszła wiadomość, na którą czekał cały zespół. Guinness World Records oficjalnie uznał rekord Bułgara.
50 stopni w kabinie i wanna pełna lodu
Czy było to łatwe? W czerwcu w Bułgarii potrafi być bardzo gorąco. W niewielkiej kabinie latającego przez wiele godzin samolotu warunki stają się jeszcze trudniejsze. Podczas próby temperatura w kabinie dochodziła do niemal 50°C.
Organizm pilota trzeba więc było chłodzić. Rozwiązanie? Przygotowano wannę z lodowatą wodą. Kiedy samolot musiał zatrzymać się na tankowanie, Kałajdżiew wysiadał z rozgrzanej kabiny, zanurzał się w lodzie, schładzał ciało, a następnie ponownie zajmował miejsce za sterami. I znów powtarzał ten sam cykl - start, okrążenie, lądowanie.
Trudno o bardziej obrazową scenę. Z jednej strony technika, procedury, zegary i precyzja pilotażu. Z drugiej - człowiek, którego ciało trzeba schładzać lodem, żeby mogło wytrzymać kolejne godziny. To najlepiej pokazuje, jak daleko był gotów się posunąć, by osiągnąć wyznaczony sobie cel.
442 do 1021
Skala wyniku staje się jeszcze bardziej czytelna, gdy zestawi się go z wcześniejszym osiągnięciem przywoływanym przez Kałajdżiewa i bułgarskie media.
Poprzedni rekord należał do amerykańskiego pilota i wynosił 442 starty i lądowania w ciągu 23 godzin. Kałajdżiew zakończył swoją próbę po 14 godzinach i 28 minutach z wynikiem 1021.
Ale sam Bułgar przekonuje, że na liczbach zależy mu najmniej. Po oficjalnym uznaniu osiągnięcia mówił przede wszystkim o ludziach, którzy przez wiele miesięcy przygotowywali próbę. Bo chociaż w kabinie siedział jeden człowiek, rekord ustanawiał cały zespół. Potrzebna była obsługa samolotu, tankowanie, dokumentacja, sędziowie i ludzie odpowiedzialni za bezpieczeństwo. Przygotowania trwały miesiącami i angażowały dziesiątki osób.
Człowiek od rzeczy, które brzmią absurdalnie
Jeżeli ktoś po raz pierwszy słyszy nazwisko Nikołaja Kałajdżiewa, może pomyśleć, że rekord 1021 lądowań był szalonym jednorazowym pomysłem. Nic podobnego. Ten Bułgar od kilku lat specjalizuje się w lotniczych przedsięwzięciach, które brzmią jak efekt zakładu dwóch pilotów przy kawie. Tylko, że on potem naprawdę je realizuje.
Na jego koncie od dawna znajdują się osiągnięcia, które pokazują, że czerwcowy maraton nie był przypadkowym pomysłem człowieka poszukującego rozgłosu. Kałajdżiew pochodzi z Asenowgradu w południowej Bułgarii. Jest pilotem wojskowym, posiada licencję pilota cywilnego i zajmuje się akrobacją lotniczą. Już w 2021 roku ustanowił rekord Międzynarodowej Federacji Lotniczej FAI w swojej klasie, osiągając średnią prędkość 167,6 km/h na trasie w obie strony. Wynik do dziś znajduje się w oficjalnej bazie rekordów FAI.
Rok później postanowił sprawdzić, ile razy można wystartować i wylądować ultralekkim samolotem w ciągu zaledwie godziny. Okazało się, że 40 razy.
Guinness World Records oficjalnie uznał ten wynik. Ale to nadal nie był koniec.
888 kręgów. Potem 1111 obrotów
W 2023 roku Kałajdżiew wykonał 888 kolejnych pełnych kręgów ultralekkim samolotem. Żeby udowodnić, że nie przerwał próby, cały lot trzeba było dokumentować. Samolot obserwowały kamery znajdujące się zarówno na pokładzie, jak i na ziemi.
Ale nawet 888 najwyraźniej nie było dla niego wystarczająco dużą liczbą. Jeszcze w tym samym roku przyszła kolejna próba i 1111 następujących po sobie obrotów o 360 stopni. Nie jedenaście. Nie sto jedenaście. Tysiąc sto jedenaście. Pilot przez kilka godzin wykonywał praktycznie nieprzerwany ruch obrotowy. Po zakończeniu przedsięwzięcia wspominał, że stracił ponad trzy kilogramy masy ciała.
W 2024 roku pojawił się kolejny rekord Guinnessa - 128 figur „lazy eight” w ciągu godziny - manewrów, podczas których tor lotu przypomina położoną na boku cyfrę osiem. Guinness również i ten rezultat wpisał do swojej bazy rekordów.
Kiedy więc Kałajdżiew zapowiedział tysiąc lądowań jednego dnia, ci co go znali, wiedzieli, że mówi poważnie. A przecież my już go znamy. W historii Niko Kałajdżiewa znajduje się również bardzo ciekawy polski rozdział.
Wiosną 2024 roku Bułgaria właśnie dołączała do strefy Schengen w ruchu lotniczym i morskim. Dla Bułgarów było to wydarzenie symboliczne. Po latach oczekiwania zniknęły kontrole na wewnętrznych granicach powietrznych strefy Schengen. Kałajdżiew postanowił uczcić ten moment w sposób najbardziej zgodny ze swoim charakterem, w powietrzu.
W ramach „Misji Schengen” bułgarski pilot ruszył w podróż po Europie, a jednym z przystanków na jego trasie stała się Polska. Swoim ultralekkim samolotem wylądował na lotnisku w Gliwicach. Na miejscu witała go m.in. ambasador Bułgarii w Polsce Margarita Ganewa oraz przedstawiciele bułgarskiego i polskiego sektora turystycznego.
Bułgaria w Zabrzu
Nie był to przypadkowy termin. W tym czasie odbywały się Międzynarodowe Targi Turystyki w Zabrzu, podczas których Bułgaria występowała jako kraj partnerski. Wydarzeniu towarzyszył specjalny wieczór bułgarski w teatrze miejskim - z prezentacją kraju, muzyką, tańcami i bułgarskimi smakami. Kałajdżiew ze swoim samolotem idealnie wpisywał się w tę opowieść.
Bo oto do Polski przyleciał człowiek reprezentujący inną, zdecydowanie mniej znaną twarz współczesnej Bułgarii. Kraj pilotów, inżynierów, lotniczych pasjonatów i ludzi, którzy chcą rozwijać technologie związane z lotnictwem i kosmosem. Jego pojawienie się na Śląsku miało też piękną symbolikę. Niebo między Polską i Bułgarią stało się właśnie bardziej otwarte.
Dlaczego właściwie on to wszystko robi?
To pytanie nasuwa się samo. Po co człowiekowi 40 lądowań w godzinę? Po co 888 kręgów? Po co 1111 obrotów? Po co 1021 razy tego samego dnia dotykać kołami pasa i natychmiast znów odrywać się od ziemi? Kałajdżiew odpowiada na to pytanie inaczej, niż można byłoby się spodziewać.
Nie mówi o sławie. Nie mówi nawet o samych rekordach. Mówi o dzieciach.
Po swoim najnowszym wyczynie tłumaczył, że dla niego i jego zespołu najważniejsze nie są liczby ani kolejne rekordy świata, lecz przesłanie skierowane do młodych ludzi. Chce własnym przykładem pokazać, że można osiągnąć rzeczy, które wcześniej wydawały się niemożliwe i przekonać dzieci, by nie bały się marzyć, by patrzyły wysoko i „marzyły bez granic”.
A jego kolejne marzenie? Kosmos?
Jego wyczyn obserwowali przedstawiciele amerykańskiej firmy z branży kosmicznej, którzy przyjechali specjalnie, by śledzić próbę. Byli pod wrażeniem i mówili o możliwej przyszłej współpracy, także przy projektach kosmicznych. Obecni byli również przedstawiciele branży dronowej, a także współczesnej bułgarskiej żywności kosmicznej, której produkcję wznowiono 5 lat temu.
Co dalej? Trudno przewidzieć. W końcu to człowiek od przekraczania granic i robienia rzeczy niemożliwych.
Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz