Galena - tysiąc par butów i dwadzieścia lat sławy

Są w Polsce piosenki, których rzekomo nikt nie słucha. Nikt ich nie ma na swojej playliście, nikt nie uważa wykonawców za szczególnie wybitnych, a już na pewno nikt nie przyzna przy kawie w dobrym towarzystwie, że wczoraj wieczorem z własnej woli puścił sobie kawałek disco polo. A potem przychodzi wesele.

Przez pół wieczoru przy muzyce starannie dobranej przez DJ-a część gości podpiera ściany, prowadzi rozmowy przy stołach i zapewnia, że właściwie nie tańczy. Wystarczy jednak kilka znajomych taktów i dzieje się coś niezwykłego. Ludzie, którzy tej muzyki ponoć nie słuchają, biegną tańczyć. Ludzie, którzy jej nie znają, śpiewają refren. A ci, którzy jeszcze przed chwilą tłumaczyli, że to straszny obciach, najwyraźniej doskonale wiedzą, w którym momencie należy unieść ręce.

W tym momencie pomyślałam o Galenie. Dlaczego o niej? Może dlatego, że niedawno natknęłam się na artykuł o jej butach, który gdzieś wciąż plątał mi się po głowie.

Jej nazwisko być może nic wam nie mówi. W Polsce Galena jest praktycznie nieznana. W Bułgarii sytuacja wygląda inaczej. Tutaj od ponad dwudziestu lat jest jedną z największych gwiazd pop-folku, czyli muzycznego świata, który chętnie i niezbyt precyzyjnie tłumaczymy sobie jako „bułgarskie disco polo”.
W tym miejscu większość z was z pewnością już wie, jak wygląda taka piosenkarka. Ładna. Długie nogi. Dużo włosów. Jeszcze więcej makijażu. Piosenki o miłości i zdradzie. Samochody, luksusowe ubrania, teledyski, w których wszystkiego jest za dużo.

Muzeum butów

Galena spełnia większość tych oczekiwań. Ma nawet ponad tysiąc par butów, o czym dowiedziałam się zupełnie przypadkiem. 

W jednym z programów bułgarski komik i prezenter telewizyjny Nikolaos Tsitiridis zapytał Galenę, ile właściwie ma par butów.
- Ponad tysiąc - odpowiedziała.
Prowadzący nie bardzo chciał uwierzyć.
- Masz przecież dwie nogi.
- To moje hobby. Kolekcjonuję buty.
Niektóre, przyznała, kosztowały po 15 tysięcy lewów, czyli ponad 30 tysięcy złotych za parę.
Tsitiridis zapytał więc żartem, czy zamierza otworzyć muzeum.
- Tak. Będę miała muzeum. Już zdecydowałam.

Bułgarskie portale dostały prezent. Ruszyły nagłówki: „Galena otwiera muzeum butów”. A ja zaczęłam czytać o Galenie więcej i odnalazłam dziewczynę z magnetofonem w łazience. Bo zanim było tysiąc par butów, była jedna kaseta.

Początki

Galena nazywa się naprawdę Galina Wiczewa Genczewa i urodziła się w 1985 roku w Smjadowie, niewielkim mieście na wschodzie Bułgarii. Uczyła się bułgarskiego śpiewu ludowego. Kiedy jako nastolatka potrzebowała pierwszego nagrania demonstracyjnego, nie miała studia, producenta ani całej maszynerii, która dziś otacza Galenę. Miała magnetofon.

Poszła z nim do łazienki. Tam było najlepsze echo. Nagrała pieśni ludowe na kasetę i wysłała je w świat.

Lubię tę historię, bo jest w niej właściwie wszystko, czego nie widać na pierwszy rzut oka, kiedy patrzy się na dzisiejszą Galenę. Łatwo zobaczyć buty za 15 tysięcy lewów. Trudniej zobaczyć łazienkę.

Na początku kariery luksus miał zresztą dość skromną definicję. Galena wspominała mieszkanie bez zasłon i czasy, kiedy pieniędzy na benzynę wystarczało czasem tylko na podróż w jedną stronę.

Nie była sama. W Dimitrowgradzie zamieszkała z inną początkującą wokalistką - Presławą. Dziś to również jedna z największych gwiazd bułgarskiego pop-folku. Wtedy dwie młode dziewczyny dzieliły mieszkanie, ubrania, a według ich wspomnień także łóżko. Obie chciały tego samego - dostać się na scenę. Obu się udało. Z czasem ich drogi się rozeszły. Po latach Galena, pytana o Presławę, odpowiadała już krótko, że łączą je kontakty zawodowe, ale nie prywatne.

Można tę historię czytać jak zwykłą opowieść o dwóch gwiazdach, które z czasem stały się konkurentkami. Można też zobaczyć dwie dziewczyny z prowincji próbujące znaleźć dla siebie miejsce w przemyśle, który bardzo chętnie sprzedawał kobiecą urodę, młodość i seksualność.
Galena szybko nauczyła się jego reguł. A potem nauczyła się wykorzystywać je na własną korzyść.

Czałga

W tym miejscu nie sposób nie powiedzieć o czałdze. Dla części Bułgarów jest symbolem złego gustu, ostentacji i kulturowego upadku. Dla innych po prostu muzyką, przy której się bawią. Jeszcze inni będą przekonywać, że czałgi nie słuchają, choć prawdopodobnie bez problemu rozpoznają największe przeboje. Brzmi znajomo? Porównanie z disco polo jest kuszące, ale niezbyt dokładne.

Bułgarski pop-folk jest muzycznym mieszańcem. Spotykają się w nim miejscowy folklor, wpływy romskie, greckie i tureckie, orientalne ornamenty wokalne, elektronika i współczesny pop. Do tego dochodzi cała estetyka świata, w którym skromność zdecydowanie nie jest cnotą.

Jeżeli samochód - to drogi. Jeżeli suknia - to taka, którą będzie widać z ostatniego rzędu. Jeżeli miłość - to wielka i głośna. Jeżeli zdrada - to katastrofalna. Jeżeli kobieta ma wejść na scenę - publiczność powinna zauważyć jej wejście.

Galena nauczyła się być w tym świecie bardzo dobra i umiejętnie wykorzystywała swoje atuty. Nigdy też specjalnie nie uciekała od seksualności.
W 2007 roku wydarzyło się jednak coś, nad czym nie miała kontroli. Do internetu trafiło prywatne nagranie erotyczne z jej udziałem. Miała 22 lata.
W czasach, kiedy internet dopiero uczył się niszczyć ludzi na masową skalę, taki skandal mógł zakończyć karierę młodej piosenkarki. Galena wspominała później szok i odwołane występy. Jednocześnie przyznawała, że nagranie zwiększyło jej rozpoznawalność. Kariera się nie skończyła. Dopiero się rozpędzała.

Może właśnie tutaj ujawnia się jedna z najciekawszych cech Galeny. Nie głos. Nie uroda. Nie tysiąc par butów. Umiejętność przetrwania.

Sztuka przetrwania

Łatwo zostać sensacją na jeden sezon. Znacznie trudniej sprawić, żeby po dwudziestu latach ludzie nadal chcieli kupować bilety na twój koncert.
Galena doskonale o tym wie. W wywiadach mówi o sobie jako o osobie obdarzonej żelazną dyscypliną zawodową. I chyba warto potraktować tę deklarację poważnie, nawet jeśli nie musimy wierzyć w każdy element starannie budowanego wizerunku gwiazdy.

Przez ponad dwie dekady zmieniały się mody, publiczność i sposób słuchania muzyki. Pojawiły się YouTube, streaming, Instagram i TikTok. Galena została.
Została nawet wtedy, kiedy mogła stracić podstawowe narzędzie swojej pracy - głos.

Głos

Problemy pojawiły się w okresie wyjątkowo intensywnej pracy. Dochodziło do sytuacji, kiedy po kilku piosenkach głos przestawał jej służyć. Konieczna była operacja strun głosowych. Najbardziej bała się podobno nie samego zabiegu. Bała się, że po nim nie będzie już brzmiała jak Galena.

Lekarze nakazali jej piętnaście dni całkowitego milczenia. Jej młodszy syn nie rozumiał, dlaczego mama nagle przestała mówić. Kiedy głos zaczął wracać, początkowo brzmiał inaczej. Chłopiec miał się rozpłakać. Tęsknił za dawnym głosem mamy.

Galena i Galina

W tej scenie pojawia się jeszcze jedna Galena, której nie znajdziemy w teledyskach. A właściwie Galina. Bo sama piosenkarka wyraźnie oddziela te dwie kobiety.

Galena wychodzi na scenę. Galina wraca do domu. Pierwsza ma być, jak sama powiedziała, „huraganem na scenie”. Ma wyglądać tak, żeby nikt nie pomylił jej z kobietą stojącą w kolejce po pieczywo. Ma być fantazją.

Druga ma dwóch synów, odrabia z nimi lekcje, chodzi bez makijażu i zakłada wygodne ubrania.

Oczywiście znamy tylko tę wersję Galiny, którą Galena postanowiła nam pokazać. Każda gwiazda opowiada jakąś historię o sobie. Ta jest przynajmniej konsekwentna. Być może dlatego tak interesująco wypadł jej kolejny etap kariery.

The Voice of Bulgaria

Galena została trenerką w bułgarskim „The Voice”. Mogłaby wykorzystać program do szukania kolejnych wykonawców pop-folkowych. Zrobiła coś innego.
„Muzyka i talent nie mają gatunku” - mówiła. Narzekała, że młodzi Bułgarzy zbyt rzadko wykonują własną muzykę, jakby śpiewanie po angielsku automatycznie oznaczało wyższy poziom.

Wtedy pojawiła się Petya Paneva, śpiewająca bułgarski folklor. Trafiła do drużyny Galeny i wygrała program.

Trudno wymyślić lepszą klamrę. Dziewczyna, która kiedyś nagrywała na magnetofon pieśni ludowe w łazience, została jedną z największych gwiazd bułgarskiego pop-folku, a po dwóch dekadach pomogła wygrać telewizyjny talent show młodej śpiewaczce, która postawiła właśnie na bułgarski folklor.

„Euphoria”

W listopadzie 2025 roku Galena stanęła na scenie Arena Sofia. Jej wielkie widowisko nosiło tytuł „Euphoria”. Światła, ekrany, choreografia, kostiumy, goście, największe nazwiska pop-folku i około 15 tysięcy ludzi na widowni.

Można obejrzeć nagranie i nadal powiedzieć: „Nie moja muzyka”.
Można powiedzieć: „Za dużo”.
Można nawet powiedzieć: „Kicz”.
To zupełnie dopuszczalne reakcje. Trudniej powiedzieć, że zjawiska nie ma.

Galena istnieje na bułgarskiej scenie od ponad dwudziestu lat. Przeżyła biedne początki, eksplozję popularności, erotyczny skandal, rywalizacje, macierzyństwo, zmieniające się muzyczne mody i operację strun głosowych. A teraz zastanawia się, co zrobić z tysiącem par butów.

Muzeum wcale nie jest najgorszym pomysłem. Jeżeli rzeczywiście kiedyś powstanie, chętnie zobaczyłabym w nim nie tylko najdroższą parę za 15 tysięcy lewów.W gablocie numer jeden położyłabym stary magnetofon. Obok kasetę. A na ścianie napisałabym: Smjadowo. Łazienka. Tu było najlepsze echo.
Bo tysiąc par drogich butów mówi nam tylko, że Galena jest bogata. Magnetofon przypomina, jak daleko musiała dojść, żeby móc je kupić.

Posłuchaj Galeny

Na początek warto zobaczyć przede wszystkim pełny zapis koncertu „Euphoria” z Arena Sofia. To niemal trzy godziny i 45 utworów - od starszego repertuaru po „22:22”, duety z Presławą i Azisem oraz finałową „Euphorię”. To najlepiej pokazuje skalę zjawiska, o którym jest ten tekst.

A jeśli trzy godziny to za dużo, warto zacząć od: „22:22”, „Po, Po, Po” (z Azisem) oraz „Euphoria”.




Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz