Kwaśne mleko, które podbiło Japonię
Dla wielu Polaków hasło kwaśne mleko brzmi jak kulinarne ostrzeżenie. Kojarzy się z kartonem zostawionym zbyt długo poza lodówką, z czymś, co nie powinno już trafić na stół. Tymczasem w Bułgarii, Japonii czy Chinach kwaśne mleko to synonim zdrowia, długowieczności i element codziennego śniadania. Paradoks? Tylko pozornie.
O co właściwie chodzi?
Tak popularne w Bułgarii „kiseło mliako” w dosłownym tłumaczeniu oznacza właśnie kwaśne mleko. Jednak w rzeczywistości jest to dokładnie to, co w Polsce nazywamy jogurtem naturalnym - gęstym, kremowym, fermentowanym mlekiem z żywymi kulturami bakterii.
Kluczowa różnica tkwi w bakterii Lactobacillus bulgaricus, która występuje naturalnie na terenie Bułgarii i nadaje jogurtowi charakterystyczny, lekko kwaskowy smak oraz wyjątkowe właściwości prozdrowotne. To nie jest produkt „przypadkowo skisły”, lecz poddawany kontrolowanej fermentacji od setek lat.
Jogurt, który stał się gwiazdą w Japonii
To, co dla części Polaków brzmi może podejrzanie, w Japonii uchodzi za produkt niemal legendarny. Szacuje się, że ponad 20 milionów Japończyków zaczyna dzień od bułgarskiego jogurtu, a aż 95% społeczeństwa zna jego właściwości zdrowotne.
Już od ponad 50 lat japoński koncern Meiji produkuje bułgarskie „kiseło mliako” na podstawie licencji i oryginalnej bułgarskiej kultury bakterii. Jogurt ten funkcjonuje tam pod nazwą „Bulgaria Yogurt” (ブルガリアヨーグルト) i jest symbolem jakości, zdrowia oraz Europy. Co ciekawe, w Japonii jogurt ten traktowany jest głównie jako deser lub element śniadania, często podawany jest z miodem, owocami lub sam - dokładnie tak, jak robią to Bułgarzy.
Azjatycka miłość do „kwaśnego” smaku
Również w Chinach, Korei, Mongolii czy na Tajwanie fermentowane produkty mleczne zyskują ogromną popularność. Tam „kwaśność” nie jest wadą, lecz oznaką naturalności i działania probiotyków. W kulturach azjatyckich fermentacja od wieków była sposobem na poprawę zdrowia jelit, odporności i trawienia. Dlatego określenie „kwaśne mleko” nie odstrasza, lecz przyciąga. Sugeruje, że produkt „żyje” i działa na organizm.
Dlaczego Polacy się krzywią?
W Polsce problem jest głównie językowy i kulturowy. „Kwaśne mleko” tutaj oznacza najczęściej mleko, które samo skwaśniało - bez kontroli, bez wyselekcjonowanych bakterii. Jogurt natomiast postrzegany jest jako coś „nowoczesnego”, zapakowanego i bezpiecznego.
Bułgarzy nie mają takiego rozróżnienia. Dla nich „kiseło mliako” to podstawa kuchni, dodatek do zup, sosów, mięs i warzyw. To składnik tak oczywisty jak chleb.
Jogurt jako ambasador kraju
Bułgarskie „kiseło mliako” posiada dziś chronione oznaczenie pochodzenia, a jego bakterie są przedmiotem badań naukowych. W Sofii powstaje wspólne bułgarsko-japońskie centrum badawcze, które ma zajmować się analizą wpływu bułgarskiego jogurtu na zdrowie i długowieczność. Co więcej, w Japonii powstają książki, reklamy i kampanie kulturowe inspirowane bułgarskim jogurtem. Dla wielu Japończyków to właśnie on jest pierwszym skojarzeniem z Bułgarią. Mogą nie wiedzieć nic o historii Bułgarii, ani nie wiedzieć dokładnie gdzie leży, ale o bułgarskim kwaśnym mleku z pewnością każdy słyszał.
Może więc czas na zmianę nastawienia?
Być może warto więc spojrzeć na „bułgarskie kwaśne mleko” jak na jogurt w swojej najbardziej pierwotnej, naturalnej formie i dać mu szansę? To, co w nazwie może i brzmi dla niektórych nieapetycznie, w rzeczywistości jest jednym z najzdrowszych produktów mlecznych na świecie.
Skoro „kiseło mliako” podbiło Japonię, zachwyciło Chiny i od pół wieku buduje pozytywny wizerunek Bułgarii w Azji - może i w Polsce zasługuje na drugą szansę? Bo czasem to, co „kwaśne” w nazwie, okazuje się słodkie w skutkach i naprawdę pyszne.
Ciekawostka
Warto dodać, że także w Polsce pojawił się realny potencjał na prawdziwe bułgarskie „kiseło mliako”. W 2023 roku polska firma Mlekovita rozpoczęła rozmowy z bułgarskim państwowym producentem LB Bulgaricum na temat uruchomienia produkcji bułgarskiego jogurtu w Polsce. To właśnie LB Bulgaricum posiada licencję na używanie oryginalnej zakwaski z bakterią Lactobacillus bulgaricus - klucz do wyjątkowych właściwości tego produktu.
Na razie jednak efektów tej współpracy nie widać na sklepowych półkach. Wszystko wskazuje na to, że negocjacje wciąż trwają lub projekt został odłożony w czasie, bo w polskich sklepach nadal nie znajdziemy jogurtu produkowanego na bazie oryginalnej bułgarskiej kultury bakterii. A szkoda, bo przykład Japonii pokazuje, że odpowiednio opowiedziany i dobrze zrozumiany produkt może stać się nie tylko hitem sprzedażowym, ale też elementem codziennej, prozdrowotnej diety.
Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz