Torlacy - strażnicy bałkańskiej duszy

Na północnym zachodzie Bułgarii kryje się społeczność, która wygląda jak wyjęta z legend - milcząca, dumna i śpiewająca tak, że przechodzą ciarki. Poznajcie Torlaków.

Ich świat to surowe krajobrazy, stare wsie i tradycje przekazywane z pokolenia na pokolenie. Zamieszkują górzyste rejony wokół Cziprowców (Chiprivtsi), Berkowicy (Berkovitsa) i Biełogradczika (Belogradchik). To teren surowy, wymagający i dokładnie tacy są jego mieszkańcy. 

Krąży o nich powiedzenie, że „Torlak schyla się tylko, żeby napić się wody”. Brzmi jak żart, ale dobrze oddaje ich mentalność. Niezależność, upór i pewna dzikość to cechy, które przez wieki budowały ich tożsamość. Dawniej nawet określano ich jako „nieokiełznanych górali”.  Sami przyznają, że są „gorącymi głowami”. Mają nawet anegdotę o gotowaniu „torlackiej głowy” - wrzuca się ją do garnka z kamieniem i gdy kamień zmięknie, głowa też jest gotowa. Tak symbolicznie pokazują swoją upartość.

Nie gryzą się też w język. Przeklinają szczerze, ale nie obraźliwie i zawsze w formie żeńskiej, nawet gdy chodzi o mężczyzn.

Kim właściwie są Torlacy?

Torlacy to nie osobny naród, ale grupa etnograficzna w pełni bułgarska, choć wyjątkowa - coś jak regionalne społeczności w stylu Podhalan czy Kaszubów. I choć sprawa wydaje się prosta, naukowcy do dziś się spierają. Jedni twierdzą, że Torlacy mogą być potomkami starożytnego plemienia Traków - Tryballów. Inni widzą w nich z kolei spadkobierców dawnych wojowników protobułgarskich, strzegących granic imperium. Badacz Joanis Basanavičius dostrzegał podobieństwa w rzemiośle do tradycji trackich. Z kolei Rajko Sefterski uważał, że ich nazwa może pochodzić od słowa oznaczającego „rzucanie lassa”. Jaka jest prawda? Prawdopodobnie gdzieś pomiędzy.

Dla samych Torlaków nie ma to jednak aż takiego znaczenia. Dla nich ważniejsze jest to, kim są dziś. A są to ludzie głęboko zakorzenieni w bułgarskiej kulturze.

Choć jest ich zaledwie około 20 tysięcy, wnoszą ogromny koloryt do północno-zachodniej Bułgarii. Wszystko w ich kulturze jest wyjątkowe - język, tradycje, anegdoty, zwyczaje i kuchnia. Słyną z gorącego temperamentu i uporu.

Język jak kapsuła czasu

Jednym z najbardziej fascynujących elementów ich kultury jest język. Torlacka mowa brzmi dla Bułgarów trochę archaicznie, a dla obcokrajowców wręcz egzotycznie. Ich dialekt to prawdziwa kapsuła czasu - pełen archaizmów i unikalnych brzmień. Dla językoznawców to skarb, dla reszty - piękna zagadka.
Charakterystyczny jest też specyficzny dźwięk „u”, który nadaje mowie miękkości i rytmu.

To trochę jak słuchanie staropolskiego. Niby brzmi znajomo, ale jakby z innej epoki.

Muzyka, która odkrywa duszę

Choć Torlacy sprawiają wrażenie powściągliwych i zdystansowanych, ich prawdziwa dusza ujawnia się w muzyce.
Ich śpiew jest wielogłosowy, surowy i hipnotyzujący jak same góry, w których żyją. To nie jest folklor „pod turystów”. To żywa pamięć przodków.

Ogromną rolę w ocaleniu tych pieśni odegrał Cwetan Cwetanow, nazywany przez uczniów „Panem Muzyką”. Przez lata jeździł po wsiach z dyktafonem, nagrywając śpiew najstarszych mieszkańców. Dzięki niemu przetrwało kilkadziesiąt autentycznych utworów. Założył też zespół „Torlaszki Napewi”, który do dziś prezentuje te wyjątkowe utwory na międzynarodowych scenach, rozsławiając ten unikalny styl śpiewu.

Tradycje są kontynuowane dzięki nowym strażnikom folkloru. Gęślarz Asen Asenow odtwarza pieśni ze starych zbiorów, a jego uczniowie zdobywają prestiżowe nagrody międzynarodowe. Z jego inicjatywy organizowany jest konkurs „Napiewy z Północnego Zachodu”, podczas którego dzieci z całego kraju wykonują pieśni torlackie i dzięki temu torlacka kultura nie znika, a wręcz zyskuje nowe życie. Dawne pieśni znów brzmią.

Od folkloru do rocka 

Jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z tą społecznością dotyczy Jordanki Cwetanowej, która pokazuje, jak tradycja może spotkać się z nowoczesnością.

Po śmierci męża, wspomnianego „Pana Muzyki”, nie tylko kontynuowała jego misję, ale też zaczęła śpiewać rocka. Została nawet chórzystką irlandzkiego wokalisty Robina McAuleya. Brzmi jak filmowy scenariusz, ale to prawdziwe życie. I świetnie pokazuje, że tradycja i nowoczesność mogą iść w parze.

Silni ludzie, silne kobiety

W torlackiej kulturze kobiety od zawsze odgrywały ogromną rolę. Niezależne, odporne, pracowite, surowe jak mężczyźni. Często to one były fundamentem rodzin i społeczności. Towarzyszyły mężczyznom w bitwach, zachęcały do walki, stając za szeregiem wojowników i nie pozwalając im uciec. Zatrzymywały ich śmiechem i drwiną. Miejscowi żartują, że dlatego w ich regionie mężczyzn często nazywano imieniem żony np. Iwan Marin, Stojan Donkin itd. Wyjaśnijmy, że w tradycji bałkańskiej i słowiańskiej to kobieta „przyjmowała” nazwisko mężczyzny, a nie odwrotnie.

Dlaczego warto o nich pamiętać?

Bo Torlacy to żywy dowód na to, że kultura nie musi być muzealnym eksponatem. Może być czymś, co oddycha, zmienia się i wciąż inspiruje. Gdy zaczynają śpiewać, świat nagle cichnie, żeby posłuchać. 

Jeśli kiedyś trafisz w tamte strony, zatrzymaj się. Posłuchaj. Może usłyszysz echo dawnych wieków, a może odnajdziesz w tych pieśniach coś zaskakująco bliskiego sobie.

Fot. Stowarzyszenie „Żdrebcze” 




Autor: Przyblizamybulgarie
Napisz komentarz